Flashback, czyli wydarzyło się jutro

 

To miało być proste. Prostsze niż się wydawało. Pierwsze promienie porannego słońca wpadały do pokoju przez nie do końca szczelnie zasunięte zasłony. Wczorajszego, a właściwie już dzisiejszego dnia nie było specjalnie okazji, by o tym myśleć. Właściwie, to nie było okazji myśleć o czymkolwiek na tyle logicznie, by jakiekolwiek wnioski zatrzymały się w głowie na dłużej. Grunt, że te zasłony w ogóle wiszą, zważywszy na fakt, że jeszcze kilka godzin temu służyły pewnie utrzymaniu pionu, by w jednym kawałku dotrzeć do łóżka. Jak i kilka innych rzeczy w pokoju, które pionu nie zdołały utrzymać. Zdarza się. Straty wpisane w kalkulację. Niestety, niezbyt chłodną. Inaczej pewnie nie byłoby ich aż tyle. Nie tylko materialnych. Ale kto by się tym przejmował w takim momencie.

Zaczepił palcami o skroń i gdy zobaczył na nich mieszaninę zakrzepłej i świeżej krwi, przez moment, jak błyskawica przemknęło mu wspomnienie przeszłości, którą próbował pogrzebać, a która o mało nie unicestwiła jego samego. Moment krótki, ale impuls na tyle silny, by szarpnęło nim od środka. Na szczęście leżał na łóżku i przynajmniej fizycznie niżej już upaść nie mógł.

— Młoda suka, ze starą poszłoby łatwiej — zabełkotał filozoficznie, jak gdyby nadanie cech ludzkich lub zwierzęcych przeszłości miało mu pomóc w dosięgnięciu, schwytaniu za gardło i odebraniu jej życia. — Jeszcze się z tobą policzę…

Ta optymistyczna i jakże obiecująca deklaracja zakończyła kolejny, krótki epizod walki z przeszłością o teraźniejszość na jawie, która zawirowała mu przed oczami. Znów wspomnienia zaczęły mknąć pod zamkniętymi powiekami. Jak kadry na taśmie filmowej, którą ktoś odtwarza w przyspieszonym tempie.

— Następnym razem znikniesz razem ze mną.